Koronawirus – jak wygląda sytuacja i co wiemy na pewno?

Nowa epidemia nieznanego dotąd koronawirusa z Chin to gorący medialnie temat. Nie jest jednak tajemnicą, że media nie stronią od naciągania rzeczywistości, a żeby znaleźć rzetelne dane, trzeba się sporo naszukać. W tym artykule chcemy przybliżyć trochę faktów zebranych u wiarygodnych źródeł i nakreślić nieco aktualną sytuację. Mimo, że nowy koronawirus nie jest jeszcze do końca poznany, to wiemy o nim wystarczająco dużo, żeby móc przewidywać, jakie będą konsekwencje jego gwałtownego rozprzestrzeniania się. Ale po kolei.

Koronawirus(y) – co to jest?

Koronawirusy (określane skrótem CoV) to szeroka rodzina wirusów. Ich nazwa pochodzi od łacińskiego corona, oznaczającego po prostu koronę. Nazwa ta odnosi się do ich specyficznej budowy – wypustek białkowych, obudowujących materiał genetyczny wirusów na kształt korony. W skład rodziny koronawirusów wchodzą zarówno wirusy wywołujące zwykłe przeziębienie, jak i zagrażający życiu zespół ciężkiej ostrej niewydolności oddechowej (SARS) [1]. Wszystkie wirusy z tej rodziny są zoonotyczne – czyli mogą być przenoszone ze zwierzęcia na zwierzę międzygatunkowo (zatem także na człowieka).

koronawirus

Koronawirus odkryty przed kilkoma miesiącami w Chinach, to tzw. nowy koronawirus (novel coronavirus, 2019-nCoV).

Skąd się wziął nowy koronawirus?

Pierwsze rozpoznanie nowego koronawirusa miało miejsce w mieście Wuhan, w Chinach, 31 grudnia ubiegłego roku [2]. Kilka dni wcześniej odnotowano dość dużą ilość zachorowań na zapalenie płuc. Chorzy, których zdiagnozowano pod kątem obecności 2019-nCoV, mieli jedną cechę wspólną – wszyscy regularnie odwiedzali targ owoców morza w Wuhan, na którym sprzedawano też różne gatunki dzikich zwierząt.

Na ten moment nie ma 100% pewności, skąd pochodzi nowy koronawirus. Biorąc jednak pod uwagę historię rozprzestrzeniania się innych wirusów z tej rodziny w populacjach ludzkich, zakłada się, że został przeniesiony z egzotycznego, dzikiego zwierzęcia. Koronawirusy mogą być przenoszone z innych zwierząt na ludzi zarówno poprzez mutację, jak i po prostu bliski kontakt z człowiekiem [2]. Dlatego wnioskuje się, że swoje źródło wirus może mieć na wspomnianym targu.

Tej tezie sprzyja fakt, że sytuacja przeniesienia koronawirusa z dzikiego zwierzęcia na człowieka miała już miejsce wielokrotnie – np. w przypadku SARS-CoV, który wcześniej atakował cywety (ssaki kotokształtne), czy MERS-CoV, który na człowieka przeniesiony został z dromaderów (gatunek wielbłąda) [1]. Za pierwotnych nosicieli obu tych betakoronawirusów uznaje się nietoperze [3]. Jako, że nowy koronawirus również należy do tej grupy, jego początków również można upatrywać w tych latających ssakach. Oficjalny, pierwotny rezerwuar 2019-nCoV nie jest jednak jeszcze znany.

Jak przenosi się koronawirus?

Dynamika rozprzestrzeniania się 2019-nCoV niestety również nie jest do końca jasna. Ponownie, wzorując się tym, co już wiemy o koronawirusach w ogóle, nowy koronawirus najprawdobniej rozprzestrzenia się drogą kropelkową. Zarażenie może nastąpić zarówno, jeśli chora osoba w pobliżu nas zacznie kichać czy kaszleć, jak i za pośrednictwem przedmiotu, który miał kontakt ze śliną chorego [2]. Mimo to, wszelkie obawy o zarażenie się za pośrednictwem przesyłek dostarczanych z Chin, na ten moment wydają się bezpodstawne – szczególnie, że większość koronawirusów jest w stanie przetrwać na powierzchniach tylko kilka godzin [4].

koronawirus chiny

Szczególnie narażone na zarażenie koronawirusem są 3 grupy osób: członkowie rodziny osób chorych, pracownicy medyczni i pracownicy targów z dzikimi zwierzętami. Szacuje się, że jedna zainfekowana osoba może zarazić średnio ok 2-3 kolejne osoby (co jednak zależne jest od społecznych i geograficznych uwarunkowań) [4]. Oznacza to, że prawdopodobnie nowy koronawirus jeszcze jakiś czas będzie się rozprzestrzeniał.

Objawy i wykrywanie 2019-nCoV

Nowy koronawirus nie daje niestety specyficznych objawów, które pozwoliłyby na szybkie jego wykrycie. Mogą być zarówno łagodne jak i ciężkie. Typowe objawy zakażenia koronawirusami, w tym także 2019-nCoV, obejmują objawy ze strony układu oddechowego. Może być to spłycenie oddechu, gorączka, kaszel, duszność i trudności w oddychaniu. W cięższych przypadkach infekcja może powodować zapalenie płuc, niewydolność nerek, a nawet śmierć [1].

Wskaźnik śmiertelności dla 2019-nCoV nie jest jeszcze dokładnie oszacowany. Niektóre źródła podają, że może wynosić on ok. 2% (chociaż może być to procent zawyżony). Dla porównania, wskaźnik śmiertelności dla grypy wynosi 1% [5].
Wiadomo natomiast, że do tej pory, w wyniku choroby, zmarło 637 osób (z czego 1 poza Chinami) [6].

Jak zatem może być zdiagnozowany nowy koronawirus? Jedynie za pomocą reakcji łańcuchowej polimerazy, czyli tzw. PCR (z ang. Polymerase Chain Reaction). Ta wyspecjalizowana, laboratoryjna metoda pozwala zidentyfikować wirusa na podstawie jego materiału genetycznego. Metoda ta jest skuteczna, ponieważ władze Chin już jakiś czas temu opublikowały pełny genom wirusa w międzynarodowej bazie GenBank. PCR to jednak metoda długotrwała i z pewnością nie nadająca się do rutynowego użycia w przypadku turystów wysiadających z samolotu.

pcr

Czy da się wyleczyć chorego?

Na nowego koronawirusa nie ma jeszcze szczepionki, nie istnieją też inne sposoby leczenia, niż po prostu wspomaganie dobrostanu chorego. Poprawianie komfortu i zwalczanie niespecyficznych objawów będzie jedynym sposobem walki z wirusem do czasu wynalezienia szczepionek i leków targetowanych konkretnie w niego. Nowe medykamenty są nieustannie testowane – na razie jednak z marnym skutkiem. Wygląda na to, że jedyne co można zrobić w przypadku nowego koronawirusa, to przeczekać infekcję.

Prewencja, póki co, także ogranicza się do przestrzegania podstawowych zasad higieny i ograniczania kontaktu z dzikimi zwierzętami.

Gdzie dotarł nowy koronawirus?

Całkowitą liczbę zachorowań na świecie szacuje się na 31,481 [6]. Najwięcej potwierdzonych przypadków jest oczywiście w Chinach – zachorowań było tam 31,211.

Nowy koronawirus został potwierdzony też w 24 innych krajach [6]:

  • Singapur: 30;
  • Tajlandia: 25;
  • Japonia: 25 (plus 61 chorych na statku u wybrzeży);
  • Południowa Korea: 24;
  • Australia: 15;
  • Malezja: 14,
  • Wietnam, USA: 12;
  • Niemcy: 13;
  • Kanada: 7;
  • Francja: 6;
  • Zjednoczone Emiraty Arabskie: 5;
  • Wielka Brytania, Włochy, Filipiny, Indie: 3;
  • Rosja: 2;
  • Kambodża, Belgia, Finlandia, Nepal, Hiszpania, Sri Lanka, Szwecja: 1.

Chiny zamykają miasta i zakazują handlu dzikimi zwierzętami

Na wielu dużych lotniskach w Chinach i Stanach Zjednoczonych, podróżni są “skanowani” celem zidentyfikowania podejrzanych objawów [7]. Jeśli ktoś takowe wykazuje – musi trafić pod obserwację na kilkanaście dni. Niektóre kraje (w tym USA i Australia) odmawiają wstępu wszystkim osobom, które nie są ich obywatelami, a w ostatnim czasie podróżowały do Chin.

Chiny, niestety trochę po czasie, podjęły także decyzję o zakazie handlu dzikimi zwierzętami. Od pewnego czasu nie wolno ich sprzedawać na targach, w restauracjach i online [7] – co do tej pory odbywało się w sposób niekontrolowany. Być może gdyby taka decyzja została podjęta po epidemii SARS (która również rozpoczęła się w Chinach, a jej źródłem również było dzikie zwierzę), nowy koronawirus nie przeszedłby na ludzi. Mimo to, lepiej późno niż wcale.

targ dzikich zwierząt

W ramach próby ograniczania dalszego rozprzestrzeniania się 2019-nCoV, władze Chin “zamknęły” jakiś czas temu Wuhan oraz kilka pobliskich miast. Teoretycznie oznacza to, że nikt nie może z niego wyjechać, ani do niego wjechać. W praktyce sytuacja wygląda nieco inaczej – spanikowani mieszkańcy uciekają bowiem z miast.

Ciche cierpienie zamknięte w mieszkaniach

Niestety w bardzo wielu przypadkach, ludzie, którzy w trosce o własne zdrowie opuszczają ognisko nowego koronawirusa, w planie ewakuacji nie uwzględniają swoich zwierząt. Niektóre doniesienia sugerują, że w mieszkaniach w mieście Wuhan, zamkniętych pozostaje nawet 50 tysięcy zwierząt domowych [8]. Niektóre z nich znajdowane są przez lokalnych aktywistów – w stanie niemal agonalnym.

W niektórych przypadkach, do takiej sytuacji dochodzi nieintencjonalnie. Mieszkańcy, którzy wyjechali na 2-3 dni poza miasto zostawiając swoje zwierzęta z myślą, że niebawem do nich wrócą, nie mogą dostać się z powrotem [8]. Na szczęście zaangażowani miłośnicy zwierząt robią wszystko co w ich mocy, żeby pomóc mniej słyszanym ofiarom tragedii.

Na całym świecie rośnie ksenofobia

W związku z szybkim rozprzestrzenianiem się koronawirusa i krzykliwymi nagłówkami w mediach na całym świecie, w wielu miejscach narasta ksenofobia względem Azjatów [9]. Dyskryminacja dotyczy nawet obywateli USA, Kanady czy Europy, którzy mają azjatyckie korzenie, ale nigdy nawet nie byli w pobliżu Wuhan. Wielu krajach odbywają się protesty przeciwko wpuszczaniu Chińczyków do kraju.

ksenofobia koronawirus

Dyskryminacji doświadczają oni zarówno w pracy, na uniwersytetach, jak i na ulicach miast. Profesorowie odmawiają prowadzenia zajęć z “orientalnymi studentami”, a lokalne gazety opisują epidemię w rasistowskich nagłówkach jako “żółty alarm”. Niektórzy są nawet wyrzucani ze sklepów i pociągów ze względu na swoje azjatyckie rysy i proste (lub prostackie) skojarzenie z wirusem.

Niewątpliwie sytuacja na świecie jest poważna. Nie tylko ze względu na zagrożenie bezpośredniego zakażenia wirusem, ale także narastającą nienawiść i jej niewiadome jeszcze konsekwencje. Nie zapominajmy też o zwierzętach, które są pośrednimi ofiarami epidemii.

Miejmy nadzieję, że prace nad szczepionkami szybko zakończą się sukcesem, a ten przykry początek 2020 roku będziemy mogli uznać za solidną nauczkę na przyszłość.

Źródła:

    Podziel się swoją opinią

    Dodaj Odpowiedź

    EcoReactor
    Logo
    Login/Register access is temporary disabled
    Compare items
    • Total (0)
    Compare
    0