Łąki kwietne, czyli dlaczego lepiej zapomnieć o przystrzyżonym trawniku?

22 maja 2020

/

Komentarze: 0

/

Autor: Emilia Obluska

Zadbany, równo przystrzyżony trawnik stał się symbolem nowoczesnego krajobrazu miejskiego. Trawniki zajmują dzisiaj ok 70% zielonych przestrzeni w miastach [1]. Wraz ze wzrostem społecznej wrażliwości ekologicznej, ten paradygmat zaczynamy jednak przełamywać i coraz częściej kwestionujemy zasadność koszenia traw. W alternatywie, możemy sadzić łąki kwietne lub po prostu pozwolić trawom zdziczeć. Dlaczego jest to kwestia paląca? Biorąc pod uwagę założenia, że do 2050 roku w miastach może żyć niemal 70% populacji ludzi [2], rozważne integrowanie natury w przestrzeń miejską jest niezwykle ważne. Zarówno dla nas, naszego zdrowia i dobrostanu psychicznego, jak i dla zwierząt, z którymi będziemy dzielić tereny zurbanizowane.

Koszenie trawy a zanieczyszczenie powietrza

Istnieje kilka powodów, dla których warto wstrzymać się od koszenia trawy i/lub wykorzystać alternatywne modele zarządzania zielenią miejską. Pierwszym z nich jest emisyjność częstego koszenia.

Jak się okazuje, pracująca kosiarka nie tylko przyczynia się do zanieczyszczenia hałasem, ale także emituje spaliny. Jak podaje fundacja Łąka, niezbyt wydajne kosiarki mogą ich emitować nawet 11 razy więcej niż samochód. Jest to o tyle ważne, że każdy trawnik wymaga koszenia około 20 razy w jednym sezonie. To nie tak, że alternatywne łąki nie potrzebują tego wcale. Jednak w przeciwieństwie do trawników, łąki kwietne wystarczy skosić co najwyżej 2 razy w roku – a do tego można zrobić to kosą, całkowicie bezemisyjnie.

koszenie trawy

Co więcej, łąki kwietne działają wręcz antysmogowo. Ze wstępnych badań wspomnianej wcześniej fundacji wynika, że “metr kwadratowy odpowiednio dobranej mieszanki roślin łąkowych jest w stanie zatrzymać od 5 do 11g pyłów zawieszonych.” To ponoć odpowiednik pięcioletniego drzewa.

Nie kośmy trawników – oszczędzajmy pieniądze

W Polsce, na same tylko kosiarki spalinowe przeznacza się 40 milionów litrów benzyny, których zakup kosztuje nas blisko 2 miliardy złotych. Do tego dochodzą koszty pestycydów i nawozów używanych do pielęgnacji trawnika (nie wspominając o kosztach środowiskowych takich praktyk). Wszystko to głównie dla (bardzo subiektywnych, a więc wątpliwych) względów estetycznych.

W niektórych częściach świata, samo tylko ograniczenie częstotliwości koszenia trawników (z 15 na 10 razy w roku) może obniżyć koszty jego utrzymania o 36% [3]. Łąki kwietne koszenia wymagają kilkukrotnie mniej. Oczywiście, jeśli zamiast dzikich i wysokich traw chcemy zasiać łąkę kwietną, należy brać pod uwagę koszt jej wysiewu i przygotowania gleby. Samo jej utrzymanie jest jednak nieporównywalnie tańsze, a nasiona „wyprodukowane” przez łąkę w jednym sezonie można zebrać i wykorzystać w kolejnym.

Zmniejszenie intensywności koszenia sprzyja retencji wody

Koszty intensywnego koszenia traw mogą okazać dużo bardziej dotkliwe w dłuższej perspektywie czasu. Warto wspomnieć, że strefa korzeniowa strzyżonych traw ma niewielkie szanse, żeby intensywnie się rozwinąć. Sprawia to, że trawniki bardzo słabo retencjonują wodę – co w przypadku coraz bardziej dotkliwych susz może okazać się brzemienne w skutkach.

łąki kwietne

Łąki kwietne o bardziej rozbudowanym systemie korzeniowym absorbują znaczne ilości wody podczas ulewnych deszczów. Dzięki temu zmniejsza się ryzyko niewielkich powodzi, czy zalanych ulic, a w czasach niedostatku wody, na dłużej pozostaje ona w lokalnym obiegu. Takie półnaturalne łąki są zatem nieporównywalnie bardziej odporne na upały i susze, niż trawniki. Nie wymagają też częstego podlewania, co w przypadku przystrzyżonej trawy, przynajmniej jeśli chcemy zachować jej walory estetyczne, jest sporym problemem [4].

Łąki kwietne zwiększają bioróżnorodność

Na tym nie kończą się zalety wysiewania łąk kwietnych w miastach. Bynajmniej. Obecność wysokich traw lub łąk kwietnych na obszarach przekształconych przez działalność ludzką, przyczynia się do tworzenia nowych siedlisk i wzrostu różnorodności roślin i zwierząt [5]. Takie obszary są atrakcyjne dla małych kręgowców, ptaków i owadów. Zapewniają im schronienie, co jest szczególnie potrzebne (i szczególnie zaniedbywane) w okresie odchowu młodych.

Wartość takich obszarów jest nieoceniona także, jeśli chodzi o migracje drobnych zwierząt. Łąki stanowią doskonałe korytarze ekologiczne, które zapobiegają fragmentaryzacji siedlisk i umożliwiają bezpieczne przemieszczanie się zwierząt – zarówno w obrębie miasta, jak i pomiędzy obszarami z nim sąsiadującymi [5].

korytarz ekologiczny

Dzikie trawy i łąki kwietne, same w sobie powinny być możliwie różnorodne. Badania [6] przeprowadzone na sześciu miejskich przestrzeniach dowodzą, że zwiększenie wysokości i różnorodności wysianych gatunków w zbiorowisku roślinnym urozmaica skład drobnoustrojów glebowych i naziemnych bezkręgowców (a także zwiększa ich biomasę) oraz minimalizuje ryzyko inwazji gatunków niechcianych. Autorzy sugerują jednak, że aby uzyskać najlepszy efekt, takie pół-dzikie obszary powinny mieć charakter mozaikowy. Oznacza to, że łąki kwietne w obrębie jednego miasta powinny różnić się między sobą składem gatunkowym roślin.

Dzikie kwiaty w mieście na ratunek zapylaczom

Mnogość i różnorodność kwiatów łąkowych w przestrzeniach miejskich zamiast dość jałowych ekologicznie trawników, stanowi bardzo atrakcyjną bazę pokarmową dla dzikich zapylaczy. Naturalnie – im więcej kwiatów w rozkwicie, tym więcej drobnych stworzeń łasych na ich nektar. Istotności zapylaczy, takich jak pszczoły, szczególnie dla rolnictwa, chyba nikomu tłumaczyć nie trzeba.

W zwiększaniu atrakcyjności takich łąk dla dzikich zapylaczy, istotną rolę pełni rodzaj wysiewanych kwiatów. Ważne jest, żeby skład gatunkowy zapewniał kwitnienie różnych gatunków, wymiennie, przez jak najdłuższy okres w roku. Ponadto, wieloletnie łąki produkują do ​​20 razy więcej nektaru i do 6 razy więcej pyłku niż łąki roczne, które i tak zapewniają dużo więcej zasobów dla zapylaczy niż tradycyjnie zarządzane trawniki [7]. W przypadku łąk kwietnych, nie możemy zapominać o roli naszych najpospolitszych “chwastów”, czyli np. mniszka lekarskiego, który jest w końcu rośliną miododajną.

dzikie zapylacze

Wyższa trawa i łąki kwietne to mniej “szkodników” i chwastów

Zmniejszenie intensywności koszenia trawników, a tym bardziej wysiewanie łąk kwietnych, może wzmagać różnorodność dzikich zapylaczy i innych bezkręgowców, a jednocześnie – jak się okazuje – ograniczać liczebność gatunków niepożądanych. Zintensyfikowane zarządzanie zielenią miejską, w szczególności częste koszenie traw, zwiększa ilość “szkodników”, czyli owadów szkodliwych z punktu widzenia człowieka [3]. Na walkę z larwami owadów (które zazwyczaj powodują szkody w estetyce samych trawników), zużywane są pestycydy i wydawane niemałe pieniądze. Można tego uniknąć wzmacniając zbiorowiska roślinne lub, cóż, po prostu eliminując źródło problemu i zamieniając trawniki na łąki kwietne.

Podobnie jest z chwastami. Koszenie trawy ogranicza rozrost jej strefy korzeniowej, a niezagospodarowana przestrzeń w glebie jest narażona na inwazję roślin niepożądanych. Łąki kwietne i wysokie trawy ten problem znacznie ograniczają. Nie chodzi tutaj jednak wyłącznie o rośliny subiektywnie nieestetyczne, ale także o gatunki silnie alergizujące, jak np. ambrozja bylicolistna (Ambrosia artemisiifolia). Ich rozrost, a więc także koszty związane z utrzymaniem zdrowia publicznego, są zmniejszone, jeśli w glebie po prostu nie ma dla takich roślin miejsca [3].

Łąki kwietne to także szereg korzyści społecznych

Łąki kwietne stawiają strzyżone trawniki pod znakiem zapytania po jeszcze jednym względem. Są od nich zwyczajnie ładniejsze. Jeśli skład gatunkowy łąk jest dobrze dobrany, wraz ze zmianami pór roku, zmieniać się może także kolor miejskiej natury. Jest to ważna korzyść tak estetyczna, jak i sensoryczna. Odporne na upały kwiaty z pewnością cieszą nas też bardziej, niż zżółkły i spalony trawnik. Co więcej, łąki kwietne łączą estetykę z ochroną przyrody.

łąki kwietne

Dzikie łąki uprawiane w miastach stanowią kulturowy element ciągłości pomiędzy krajobrazem naturalnym i antropogenicznym. Rozmywają nieco granicę, którą w społecznym postrzeganiu stawiamy między kulturą, a dziką naturą. Z kolei włączenie ich w procesy planowania i zarządzania krajobrazem miejskim, jest wyrazem szacunku dla natury na poziomie rządowym. Łąki kwietne stwarzają też nieocenioną szansę dla prowadzenia efektywnej i bardzo stymulującej edukacji przyrodniczej. Niewątpliwie zwiększa to, tak potrzebną nam dzisiaj, odpowiedzialność społeczną za przyrodę i szacunek względem niej.

Źródła:

  • [1] Ignatieva M., Ahrne K., Wissman J., Eriksson T., Tidaker P., Hedblom M., Katterer T., Marstorp H., Berg P., Eriksson T., Bengtsson J., 2015: Lawn as a cultural and ecological phenomenon: A conceptual framework for transdisciplinary research. Urban Forestry & Urban Greening, 14, 383-387.
  • [2] UN: 68% of the world population projected to live in urban areas by 2050, says UN. [dostęp 22.05.2020].
  • [3] Watson C. J., Carignan-Guillemette L., Turcotte C., Maire V., Proulx R., 2019: Ecological and economic benefits of low-intensity urban lawn management. Journal of Applied Ecology, 57, 2, 436-446.
  • [4] Matusiak R., 2020: Projekt Wód Polskich: Łąki kwietne. Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie [dostęp 22.05.2020].
  • [5] Bretzel F., Vannucchi F., Romano D., Malorgio F., Benvenuti S., Pezzarossa B., 2016: Wildflowers: From conserving biodiversity to urban greening – A review. Urban Forestry & Urban Greening, 20, 1, Pages 428-436.
  • [6] Norton B. A., G. D. Bending, R. Clark, R. Corstanje, N. Dunnett, K. L. Evans,
    D. R. Grafius, E. Gravestock, S. M. Grice, J. A. Harris, S. Hilton, H. Hoyle, E. Lim, T. G.
    Mercer, M. Pawlett, O. L. Pescott, J. P. Richards, G. E. Southon, P. H. Warren, 2019:
    Urban meadows as an alternative to short mown grassland: effects of composition and height on biodiversity. Ecological Applications.
  • [7] Hicks D. M., Ouvrard P., Baldock K. C. R., Baude M., Goddard M. A., Kunin W. E., Mitschunas N., Memmott J., Morse H., Nikolitsi M., Osgathorpe L. M., Potts S. G., Robertson K. M., Scott A. V., Sinclair F., Westbury D. B., Stone G. N., 2016: Food for Pollinators: Quantifying the Nectar and Pollen Resources of Urban Flower Meadows. PLoS ONE [dostęp 22.05.2020].

Jeśli podoba Ci się treść na blogu, możesz podziękować za moją pracę stawiając mi wirtualną kawę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Dodano do koszyka