Pandemia, a bioróżnorodność – dlaczego jedno jest zależne od drugiego?

Naukowcy już od jakiegoś czasu starają się zrozumieć zależności pomiędzy utratą bioróżnorodności, a pojawianiem się nowych – przynajmniej dla człowieka – czynników zakaźnych. Nie ma wątpliwości, że pandemia koronawirusa, z którą zmagamy się dzisiaj, jak i potencjalne pandemie w przyszłości, to pośredni skutek niszczenia środowiska i presji antropogenicznej na naturalne ekosystemy [1]. Pytanie nauka stawia zatem nie o to CZY, ale JAK zmiany klimatu, deforestacja i wymieranie gatunków wpływają na pojawianie się nowych czynników chorobowych atakujących ludzi. Drugą stroną medalu i jednocześnie bardzo ważnym, nieplanowanym eksperymentem naukowym, jest próba oszacowania wpływu niemal ogólnoświatowego lockdownu na stan przyrody. Jak się okazuje, nie jest to bez znaczenia – zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym sensie.

Transmisja wirusów między zwierzętami

Koronawirusy, do których należy m.in. SARS-CoV-2 (wywołujący chorobę zakaźną COVID-19), to wirusy zoonotyczne. Oznacza to mniej więcej tyle, że mogą być transmitowane między różnymi zwierzętami – w tym z innych gatunków na człowieka. Przeniesienie koronawirusa z dzikiego zwierzęcia na człowieka miało już miejsce wielokrotnie – np. w przypadku SARS-CoV, który wcześniej atakował cywety (ssaki kotokształtne), czy MERS-CoV, który na człowieka przeniesiony został z dromaderów (gatunek wielbłąda). Za pierwotnych nosicieli wszystkich tych koronawirusów uznaje się nietoperze.

nietoperz

Znaczna ilość chorób wywołujących epidemie w populacjach ludzkich, to choroby odzwierzęce [2]. Do tej kategorii należą także denga, ebola, ptasia oraz świńska grypa i wiele, wiele innych (w tym AIDS, które po raz pierwszy rozwinęło się w wyniku kontaktu z małpim mięsem). Nie jesteśmy wyizolowani ze świata zwierzęcego – jesteśmy jego częścią. Niestety nie zawsze postrzegamy samych siebie w taki sposób, a antropocentryczne dysponowanie światem ożywionym jest właśnie tym, co sprowadza na nas nieszczęścia. W tym pandemie.

Pandemia z targu, przemytu i hodowli przemysłowej

Podobnie jak w przypadku SARS i MERS, nowy koronawirus najprawdopodobniej po raz pierwszy zaatakował człowieka po wizycie na tzw. “mokrym targu”. W tego typu miejscach gromadzi się i zabija różne gatunki hodowlanych i dzikich zwierząt – dlatego też nie do końca wiadomo od którego konkretnie pochodzi SARS-CoV-2. Badania nad genomem wirusa pozwalają jednak z dużym prawdopodobieństwem wskazać na nietoperze z rodzaju Rhinolophus [2], które sprzedawane są na targach dzikich zwierząt w Chinach. Zanim jednak wirus dotarł do człowieka, prawdopodobnie miał jeszcze innych, zwierzęcych nosicieli. Potencjalnymi żywicielami tego patogenu są też łuskowce jawajskie (Manis javanica), zwierzęta bardzo intensywnie (i równie nielegalnie) zabijane ze względu na łuski cenne w medycynie chińskiej i mięso uznawane za przysmak w niektórych rejonach świata [3]. Nie byłby to jedyny przypadek, kiedy kontakt z martwym ciałem dzikiego zwierzęcia jest zarzewiem epidemii śmiertelnej choroby.

łuskowiec pandemia

Nie od dzisiaj wiadomo, że duże skupiska zwierząt, które przetrzymywane są w niehigienicznych, pełnych wydzielin innych zwierząt warunkach, sprzyjają przełamaniu bariery międzygatunkowej przez wirusa (z ang. spillover) i rozwojowi epidemii. Tym bardziej, jeśli w procederze biorą udział zwierzęta dzikie, o których szczegółowej fizjologii i nosicielstwie patogenów wiemy dokładnie tyle, co nic. Zarówno nieregulowany handel oraz zawlekanie dzikich zwierząt na targi, jak i stłaczanie ich w hodowlach przemysłowych, naraża je – a w efekcie nierzadko i nas – na intensywny rozwój jednostek chorobowych. Dlatego też przemysłowe kurniki bardzo łatwo mogą stać się ogniskami ptasiej grypy, a chlewy grypy świńskiej [4].

Wylesianie i wymieranie gatunków, a pandemia

Problem pandemii jest jednak dużo bardziej złożony i wielopoziomowy. Ryzyko wystąpienia epidemii chorób zoonotycznych jest bowiem tym większe, im bardziej człowiek ingeruje w przestrzeń, im bardziej przekształca środowisko dotąd niepoddane przekształceniom [1]. Najbardziej niebezpiecznym rezerwuarem potencjalnych chorób są zatem największe lądowe siedliska bioróżnorodności – lasy deszczowe – które dzisiaj masowo wycina się celem zwolnienia miejsca pod inwestycje rolnicze [5]. Utara habitatu licznych, dzikich zwierząt, zanim doprowadzi do ich wymierania, skutkuje wzmożonym kontaktem z ludźmi (oraz zwierzętami hodowlanymi) i transmisją nowych chorób.

Obszary zurbanizowane i intensywnie wykorzystywane przez człowieka (np. rolniczo) obfitują w żywicieli patogenów niebezpiecznych dla nas w dużo większym stopniu, niż nawet pobliskie obszary niepoddane antropopresji [1]. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że utrata bioróżnorodności – np. wycinanie lasów deszczowych pod uprawy palmy olejowej – skutkuje zastąpieniem licznych gatunków zaledwie kilkoma. Te, które odnoszą największy sukces w tolerowaniu ingerencji człowieka w naturalne ekosystemy to właśnie te, które mogą być żywicielami groźnych dla nas patogenów. Są to najczęściej ptaki wróblowe, gryzonie i nietoperze [1]. Podczas gdy jedne gatunki wymierają, a bioróżnorodność maleje, populacje nosicieli patogenów potencjalnie zaraźliwych dla człowieka zwiększają się.

wylesianie a pandemia

Mimo, że przecinając bezdroża, zmniejszając różnorodność i ilość dzikich zwierząt na Ziemi możemy spodziewać się spadku transmisji chorób na ludzi, każdy kolejny spillover będzie mieć coraz bardziej tragiczne skutki [5]. Tak, jak w monokulturowych uprawach roślin i wielkopowierzchniowych hodowlach zwierząt łatwo jest o epidemię i trudno o jej opanowanie, tak na Ziemi zdominowanej przez ludzi nie powinniśmy się spodziewać skrajnie odmiennego scenariusza.

Co dla bioróżnorodności oznacza pandemia Covid-19?

Pandemia choroby zakaźnej na skalę światową może mieć, co doskonale zaprezentował nam COVID-19, tragiczne skutki społeczne i ekonomiczne. Dla przyrody jest jednak mocno ambiwalentna. Z jednej strony, jak zresztą wiele dziedzin gospodarki, przez pewien czas wstrzymane zostały badania naukowe. Również te, których celem jest szeroko pojęta ochrona przyrody. Działania terenowe przestały odbywać się tak, jak wcześniej, studenci w wielu przypadkach stracili szansę kształcenia praktycznego, a liczni naukowcy przekwalifikowali się w poszukiwaniu lepszych zarobków niż te, które daje praca w dużej mierze fundowana z grantów, na które przecież w pandemii nie ma pieniędzy [6]. To bardzo duża strata także dla bioróżnorodności, której ochrona – paradoksalnie – w świetle problemów spowodowanych jej naruszeniem, zeszła na dalszy plan. O podwyższonym zużyciu jednorazowych, plastikowych przedmiotów i tonach nowych śmieci w środowisku nie wspominając (nie dało się nie wspomnieć).

pandemia śmieci

Z drugiej jednak strony naukowcy zauważają, że ograniczona mobilność ludzi w czasie pandemii ma swoje dobre strony. Zjawisko zgrabnie określone przez nich jako antropauza (z ang. anthropause) może dostarczyć nam bardzo ważnych informacji na temat interakcji człowieka z przyrodą w XXI wieku [7].

Jedyny taki eksperyment na świecie

Tragiczne okoliczności pandemii to jednocześnie jedyna w swoim rodzaju szansa na dokonanie obserwacji, które inaczej byłyby niemożliwe do zrealizowania na taką skalę. Możemy zobaczyć np. jak zachowują się zwierzęta, kiedy, cóż, zamknięty w domu człowiek im nie przeszkadza. Niektórzy nawet pokusili się o nazwanie takiego nieplanowanego “eksperymentu” jako Global Human Confinement Experiment [6].

Zdaje, że kiedy my się zatrzymujemy, zwierzęta zwiększają swoją aktywność. Dzieje się to szczególnie w miastach. Ludzie zgłaszają obserwacje pum w centrum Santiago w Chile, delfinów w Trieście we Włoszech i szakali w parkach miejskich w Tel Awiwie w Izraelu [7]. Ukryte przed naszym wzrokiem zwierzęta mogą swobodnie wędrować i pływać w oceanach. Podczas pandemii zmniejszony ruch samochodów, statków i samolotów oraz ograniczone zanieczyszczenie hałasem i światłem z tym związane, pozwoliły wyjść z ukrycia życiu, które dotąd nie miało takiej szansy.

szakal

Z drugiej jednak strony, dla niektórych gatunków pandemia może być powodem nowych wyzwań, niekiedy nawet rozstrzygających o ich życiu. Dla przykładu, zwierzęta mieszkające w miastach, jak szczury, mewy lub małpy, stały się tak uzależnione od żywności wyrzucanej lub dostarczanej przez ludzi, że mogą mieć trudności z pozyskiwaniem pokarmu [7]. Oczywiście nauka jest jeszcze daleka od wyciągania dalekosiężnych wniosków – w końcu cały czas jesteśmy w środku pandemii. Niemniej jednak, przyrodnicy będą mieli zajęte ręce i głowy jak już wszystko wróci do normy. Chociaż może lepiej, żeby do starej normy nie wracać?

Lepiej zapobiegać, niż leczyć

To bez wątpienia ważne, żeby znaleźć szczepionkę na COVID-19, to ważne, żeby zapobiegać rozprzestrzenianiu się wirusa i ograniczać dalsze zakażenia. Pandemia nie może przyspieszyć. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że w dłuższej perspektywie czasu jest to jedynie leczenie objawowe, bez adresowania źródła problemu.

Dzisiaj inwestujemy stosunkowo niewiele w zapobieganie wylesianiu czy regulację handlu dzikimi zwierzętami, pomimo dobrze znanych planów, które pokazują wysoki zwrot z takiej inwestycji [5]. Chroniąc bioróżnorodność ze zwielokrotnionymi wysiłkami, moglibyśmy znacznie ograniczyć występowanie chorób odzwierzęcych (i osiągnąć wiele innych korzyści) oraz oszczędzić środki potencjalnie wydane na wszystko to, na co teraz zmuszeni jesteśmy je wydawać. Koszty takich działań zapobiegawczych byłyby zwyczajnie niższe niż koszty ekonomiczne (i emocjonalne) związane z reagowaniem na pandemię.

bioróżnorodność

Wyjściem z tej trudnej sytuacji może być koncept, który określa się jako Triadę Zdrowia (z ang. One Health Triad) [8]. Model ten zakłada nierozerwalność zdrowia zwierząt, środowiska i ludzi. Zakłada, że człowiek jest częścią skomplikowanego zbioru zależnych od siebie systemów, a nie wynaturzoną jednostką zdolną do absolutnego, biologicznego wyzwolenia. Naukowcy, politycy i wszystkie inne osoby  decydujące o kształcie relacji człowieka z naturą, powinni zacząć traktować świat bardziej holistycznie – jednocześnie zajmując się kwestiami zdrowia publicznego, środowiska i zrównoważonego rozwoju.

Czy pandemia COVID-19 czegoś nas nauczyła?

Wszystkie te publikacje, książki i eksperckie wypowiedzi ostrzegające przed prawdopodobnym wybuchem groźnej pandemii (jeszcze przed jej rzeczywistym wybuchem) nie były magicznymi przepowiedniami czy szarlatańskimi klątwami. Ciężka sytuacja, w której wszyscy się teraz znajdujemy, to nie siła wyższa. Mechanizm powstawania ogólnoświatowej epidemii jest nauce doskonale znany, a przy aktualnym modelu gospodarowania przez nas ziemskimi zasobami, była to jedynie kwestia czasu. Nie ma w tym – niestety – zupełnie nic nieoczekiwanego.

Nie znaczy to oczywiście, że powinniśmy mieć do kogokolwiek pretensję, wyrzucać sobie, że czegoś nie dopilnowaliśmy, coś mogliśmy zrobić inaczej. Z pewnością jednak powinniśmy uczyć się z doświadczenia, wyciągać wnioski i starać się nie popełniać tych samych błędów. Aby chronić siebie, powinniśmy przedefiniować nasze relacje z resztą świata. Jeśli pandemia czegokolwiek ma nas nauczyć, to właśnie tego – holistycznego oglądu natury i nas, jako jej integralnej części.

Źródła

  • [1] Gibb R., Redding D.W., Chin K.Q. et al., 2020: Zoonotic host diversity increases in human-dominated ecosystems. Nature 584: 398–402.
  • [2] Jeffries B., 2020: The Loss of Nature and the Rise of Pandemics: Protecting human and planetary health. WWF International, Switzerland.
  • [3] Lam T.T., Jia N., Zhang Y. et al., 2020: Identifying SARS-CoV-2-related coronaviruses in Malayan pangolins. Nature 583: 282–285.
  • [4] Gliński Z., Kostro K., 2013: Zoonotyczne wirusy stale zagrażające człowiekowi. Życie Weterynaryjne, 88: 192-197.
  • [5] Dobson A.P., Pimm S.L., Hannah L., Kaufman L., Ahumada J.A., Ando A.W., Bernstein A., Busch J., Daszak P., Engelmann J., Kinnaird M.F., Li B.V., Loch-Temzelides T., Lovejoy T., Nowak K., Roehrdanz P.R., Vale M.M., 2020: Ecology and economics for pandemic prevention. Science, 369:379-381.
  • [6] Corlett R., Primack R., Devictor V., Maas B., Goswami V., Bates A., Koh L., Regan T., Loyola R., Pakeman R., Cumming G., Pidgeon A., Johns D., Roth R., 2020: Impacts of the coronavirus pandemic on biodiversity conservation. Biological Conservation, 246, 108571.
  • [7] Rutz C., Loretto M., Bates A.E., 2020: COVID-19 lockdown allows researchers to quantify the effects of human activity on wildlife. Nature Ecology & Evolution, 4: 1156–1159.
  • [8] Thompson R.C., 2013: Parasite zoonoses and wildlife: One Health, spillover and human activity. International Journal for Parasitology, 43: 1079-1088.
    Podziel się swoją opinią

    Dodaj Odpowiedź

    EcoReactor
    Logo
    Login/Register access is temporary disabled
    Compare items
    • Total (0)
    Compare
    0