Pożary w Australii – opracowanie najważniejszych informacji

Od kilku miesięcy, Australijskie lasy są nieustannie trawione przez pożary. Wydawałoby się, że to nic nowego – pożary na tym kontynencie występują cyklicznie. Co więcej – są elementem naturalnego rytmu australijskiej przyrody. Tym razem jednak przyjęły niemal formę kataklizmu, a ich konsekwencje będą prawdopodobnie większe niż w przypadku tegorocznych, również rekordowych, pożarów w Amazonii czy na Syberii. Zginęło już kilkadziesiąt ludzi i miliony zwierząt, a tragiczna sytuacja ma się utrzymywać jeszcze przez kilka tygodni. Czy taki stan rzeczy to wina zmian klimatycznych? Jakie realne konsekwencje dla bioróżnorodności kraju mają pożary w Australii?

Temperatury najwyższe, a wilgotność najniższa od lat – dlaczego?

Pożary w Australii mają miejsce każdego roku. Tegorocznej, wyjątkowo drastycznej sytuacji sprzyjały natomiast ekstremalnie wysokie temperatury. Po 6 latach od ostatnio zanotowanej, rekordowej maksymalnej temperatury, rekord został pobity dwukrotnie – dzień po dniu. We wtorek, 10 grudnia 2019 roku, średnia maksymalna temperatura wyniosła 40,9 stopni Celsjusza, a zaledwie dobę później 41,9 [1]. Pamiętajmy, że jest to średnia maksymalnych temperatur – tego dnia bowiem, np. w miejscowości Nullarbor, termometry pokazywały nawet 49,9C.

Na tak wysokie temperatury i susze w Australii wpływają trzy zjawiska. Pierwszym z nich jest tzw. dipol Oceanu Indyjskiego. Zjawisko wynikające z różnicy temperatur na wschodnim i zachodnim wybrzeżu Oceanu Indyjskiego, cyklicznie wpływa na wzorce pogodowe Australii. W tzw. fazie pozytywnej dipolu, która miała miejsce w ubiegłym roku, wilgotne powietrze oddala się znad kontynentu powodując dotkliwe susze. Te z kolei, jak wiadomo, sprzyjają rozprzestrzenianiu się ognia. Jak podaje australijskie Bureau of Meteorology, rok 2019 był najsuchszym od czasu notowania opadów na kontynencie, czyli od 1900 roku [2].

Drugim zdarzeniem sprzyjającym pożarom była faza negatywna Oscylacji Antarktycznej. Jest to po prostu pas wiatrów okrążających Antarktydę. Przez wyjątkowo długo utrzymującą się fazę negatywną cyrkulacji mas powietrznych, suche i ciepłe powietrze docierające do centralnej Australii jeszcze bardziej zwiększyło prawdopodobieństwo łatwego rozprzestrzeniania się ognia.

Zarówno wahania faz Oscylacji Arktycznej jak i dipolu Oceanu Indyjskiego to zjawiska jak najbardziej naturalne, sterujące klimatem Australii. Mimo to, naukowcy zwracają uwagę, że antropogeniczne ocieplenie klimatu dokłada swoją ‘cegiełkę’ do ekstremów pogodowych [1]. Bez niego w Australii i tak byłoby ciepło i byłyby pożary – ale prawdopodobnie nie na taką skalę.

Gdzie dokładnie szaleje australijski ogień?

Pożary w Australii są dużo bardziej agresywne i zajmują większą powierzchnię niż w poprzednich latach, ale stwierdzenie, że cały kraj stoi w ogniu, jest lekkim nadużyciem. Co, oczywiście, nie umniejsza faktom i nie podważa skali tegorocznych zapłonów. Do tej pory bowiem, pożary w Australii zniszczyły ok. 8,4 milionów hektarów terenu [3]. Tyle przestrzeni, łącznie, uległo spaleniu na terenie objętych pożarami: Nowej Południowej Walii, Queensland, Południowej Australii, Zachodniej Australii i Tasmanii.

pożary w australii

Najbardziej dotknięta pożarami została jednak Nowa Południowa Walia. Tylko tam spłonęło prawie 5 milionów hektarów australijskiego lądu [3]. To w Australii wartość najwyższa, odkąd istnieją rekordy szkód wyrządzonych przez ogień. Ostatnia tragedia na podobną skalę miała miejsce 45 lat temu. Tegoroczne pożary w Australii pobiły jednak rekord, a eksperci nie spodziewają się znacznej poprawy sytuacji jeszcze przez kolejny miesiąc. Ten sezon jest zatem najgorszym pod względem susz i pożarów od kilkudziesięciu lat, a być może najgorszym w historii Australii.

Płoną domy i lasy – giną ludzie i inne zwierzęta

Różnicą w porównaniu z poprzednimi latami jest również to, że tegoroczne pożary w Australii, oprócz przesuszonych łąk, objęły wyjątkowo dużo lasów. Przez to ogień jest trudniejszy do opanowania i powoduje bardziej dotkliwe szkody zarówno dla ludzi jak i innych zwierząt. Płomienie dotarły też na tereny parków narodowych, a nawet obszary Światowego Dziedzictwa UNESCO położonego w Górach Błękitnych (Blue Mountains) [4].

Do tej pory, w pożarach zginęły co najmniej 23 osoby [5]. Dodatkowo, kilka osób uznaje się za zaginione. To jednak nie jedyne ofiary tej narodowej tragedii. W jej wyniku, zniszczeniu uległo ponad 1,500 gospodarstw domowych [5]. Ilość ewakuowanych rodzin znacznie przekracza te szacunki.

płonący dom

Najmniejsze szanse na znalezienie schronienia i przeżycie mają jednak dzikie zwierzęta. Internet obiegają zatrważające nagrania uciekających przed płomieniami kangurów, poparzonych koali i rudawek, ciał martwych zwierząt przy drogach. To niewyobrażalna tragedia – prof Chris Dickman z University of Sydney określił, że pożary w Australii dotknęły ok. 480 milionów zwierząt [6]. Należy pamiętać, że są to jedynie szacunki – dokładne liczby nie są znane (tym bardziej, że gęstość występowania niektórych gatunków w ogóle nigdy nie została określona).

Pożary w Australii burzą równowagę

Te ogromne liczby uwzględniają zarówno zwierzęta potencjalnie zranione, jaki i te, które w wyniku pożarów stracą życie. Część mobilnych zwierząt, jak np. ptaki, emu czy kangury, być może dadzą radę uciec przed ogniem. Niektóre gady, które znajdą schronienie w dobrze izolującej przed gorącem ziemi, także ma szansę przeżyć. Niezależnie ile zwierząt rzeczywiście zginie w płomieniach, pożary w Australii z pewnością spowodują także pośrednie, długotrwałe dysfunkcje w ekosystemach.

Po wygaśnięciu ostatnich płomieni, pozostała przestrzeń w dużej mierze stanowić będzie wypaloną, ogołoconą ziemię i szczątki roślinności. Takie warunki nie zapewniają ani schronienia ani pożywienia ocalałym zwierzętom. W dalszej perspektywie zatem, ich liczba może być dodatkowo ograniczona brakiem przestrzeni i zasobów do życia.

pozostałości po pożarach

Już dzisiaj możemy zaobserwować konflikty między dzikimi zwierzętami i ludźmi, które pojawiają się podczas katastrofy. Rekordowe susze spowodowały bowiem, że wyczerpane pragnieniem zwierzęta przestają respektować granice, które wytyczają im ludzie – a ludzie wpadają w panikę. Zaledwie kilka dni temu, do ostrzału przeznaczono nawet do 10 tysięcy wielbłądów, które wchodzą na ludzkie posiadłości w desperackim poszukiwaniu wody [7]. To nie jedyne zwierzęta, które szukają pomocy u ludzi (chociaż innym, zamiast odstrzału, oferowana jest pomoc).

Czy australijskie ekosystemy zmienią się na zawsze?

Australia jest miejscem absolutnie wyjątkowym w skali świata jeśli chodzi o bioróżnorodność. Większość zwierząt (a także roślin) ją zamieszkujących, to gatunki endemiczne, których nie spotkamy poza jej granicami. Dlatego właśnie tak drastyczne pożary (oprócz zagrożenia, jakie stwarzają dla ludzi) mogą być tragiczne w skutkach dla populacji dziko żyjących zwierząt.

Niektóre, odizolowane i szczególnie dotknięte pożarami obszary mogą mieć problem, żeby szybko powrócić do równowagi. Szacunki, przykładowo, dla wyspy Kangaroo Island wskazują, że w pożarach zginęła już ponad połowa tamtejszej populacji koali, czyli 25 tysięcy osobników [8]. To jednak nie wszystko. W ostatnich miesiącach ogień strawił leśne ekosystemy o łącznym obszarze równym ok. ⅓ obszaru wyspy. Jest to ogromna strata, biorąc pod uwagę, że były one domem dla wielu zagrożonych wyginięciem gatunków – m.in. endemicznego dla wyspy torbacza – grubogonka (Sminthopsis aitkeni) i rzadkiego podgatunku papugi – żałobnicy brunatnej (Calyptorhynchus lathami). Ochrona tych dwóch gatunków była głównym przedmiotem wysiłków tamtejszych naukowców od kilkudziesięciu lat.

żałobnica brunatna

Pożary w Australii znacznie ograniczyły bazę pokarmową i przestrzeń do rozrodu dla tych – i wielu innych – zwierząt. Wyspa Kangaroo Island jest tylko przykładem, podobnie niepowtarzalnych miejsc w Australii, które zostały dotknięte pożarami, jest znacznie więcej.

Strażacy to za mało – do gaszenia ognia przyłącza się wojsko

Mimo, że australijski rząd jest przygotowany na coroczne pożary, w tym roku lokalni strażacy potrzebują wsparcia z zewnątrz. Na ten moment, z ogniem walczy ok. 2700 strażaków [9]. W działania przeciwpożarowe najbardziej zaangażowani są wolontariusze – jak podają niektóre źródła [10], stanowią oni aż 90% wszystkich aktywnie udzielających się śmiałków. Bezpłatnie, po kilkanaście godzin na zmianie, walczą członkowie takich organizacji, jak np. New South Wales Rural Fire Service (NSW RFS). W ramach pomocy, do Australii jedzie także ok. 30 strażaków z USA [9], a Nowa Zelandia wysłała na kontynent 3 helikoptery wraz z wyszkoloną załogą [11].

strażacy w australii

W ostatnich dniach, do pomocy wyczerpanym po wielu tygodniach pracy strażakom, wezwane zostały siły militarne. W ubiegłą sobotę ogłoszono, że do gaszenia ognia dołączą trzy tysiące australijskich rezerwistów [12].

Pożary w Australii tworzą niezależne zjawiska atmosferyczne

Silne wiatry są jednak bardzo dużą przeszkodą w gaszeniu ognia. Przyczyniają się do niekontrolowanego rozprzestrzeniania płomieni – ale nie tylko. W niektórych miejscach na kontynencie australijskim, szalejące pożary przekształcają się w zjawiska dalece wykraczające poza możliwości strażaków do ograniczania tragedii. W kilku miejscach zarejestrowano rzadkie zjawisko, roboczo określane nazwą “firenado” [13]. Jest to (jakkolwiek nieprawdopodobnie to brzmi) tornado z ognia. Temperatura wewnątrz niego może dochodzić do 1093 stopni Celsjusza.

Pożary w Australii są także przyczyną powstawania nowych, lokalnych zaburzeń pogodowych. Duża ilość ciepła emitowanego znad płomieni porusza masy powietrzne w górę, powodując zmiany w atmosferze. W efekcie tworzy się tzw. pirokumulonimbus [14], czyli masywna chmura, która może potencjalnie wywoływać deszcz. Wydaje się to być idealnym, naturalnym mechanizmem zapobiegania dalszemu rozprzestrzenianiu się ognia. Niestety, na styku nowo powstałej chmury i powietrza poza nią, istnieje duże ryzyko wyładowań atmosferycznych, które mogą powodować kolejne pożary.

tornado z ognia

Kto podpala Australię?

W rzeczywistości, pioruny są jedną z najważniejszych przyczyn powstawania pożarów w okresie dotkliwej suszy. Jest jednak jeszcze jedna, bardzo ważna – człowiek.

Szacuje się, że celowe podpalenia stanowią ok. 13% wszystkich pożarów w Australii [15]. kolejne 37% są podejrzanego pochodzenia – możliwe zatem, że przynajmniej część z nich również wywołana jest celowym, ludzkim działaniem. W obliczeniach tych nie są uwzględnione wypadki i efekty lekkomyślności. Dlaczego jednak ktokolwiek miałby umyślnie wzniecać ogień, skoro pożary tak dotkliwie niszczą kraj każdego roku?

Okazuje się, że pożary w Australii w sporej mierze wywoływane są przez dzieci bawiące się ogniem i tracące nad nim kontrolę, a także osoby z zaburzeniami rozwojowymi. Australijska policja przyznaje, że niektóre pożary są wszczynane po prostu ze złośliwości lub w ramach zemsty. Zdarza się też, że winowajcami są działający irracjonalnie i w emocjach strażacy.

Czy kontrolowane wypalenia mogą zapobiegać katastrofie i czy ekolodzy rzeczywiście je blokują?

W niektórych przypadkach pożary w Australii wzniecane są celowo – jednak nie dla zabawy czy ze złości, a żeby zapobiegać pożarom. W pierwszym odruchu sytuacja, w której podsyca się ogień, żeby zapobiec pożarom brzmi absurdalnie. Władze Australii mają jednak całkiem dobre uzasadnienie.

Najszerzej bowiem omawiany przez rząd sposób redukcji ryzyka pożarów, to usuwanie ze środowiska tzw. paliwa, czyli suchych, łatwopalnych elementów przyrody [16]. Są to m.in. stare, powalone drzewa, przesuszone trawy i liście. Można, oczywiście, usunąć je mechanicznie, ale kontrolowane podpalenia wydają się dużo łatwiejsze i mniej kosztowne. Nie ulega jednak wątpliwości, że lepiej pozbyć się takiego paliwa w kontrolowany sposób, niż pozostawić bez ingerencji zwielokrotniając ryzyko wielkoobszarowych pożarów.

pożary w australii

Wiele konserwatywnych grup i jednostek próbuje zrzucić winę tegorocznego kataklizmu na organizacje proekologiczne, które rzekomo miałyby blokować takie kontrolowane wypalenia. Warto zaznaczyć, że takie spekulacje to nieprawda – pracownicy National Parks and Wildlife Service spełnili założenia co do planowego ograniczania zagrożenia pożarowego. Co więcej – ilość kontrolowanych wypaleń zwiększyła się z powodu podwyższonego ryzyka wystąpienia pożarów [17]. Sam rząd Australii, który w końcu tworzy wytyczne, zaznacza, że tego typu działania zapobiegawcze na pewno nie są panaceum i nie niwelują prawdopodobieństwa zapłonów, a jedynie ograniczają lub spowalniają jego rozprzestrzenianie się [16].

Australijski rząd neguje zmiany klimatu i otwiera nowe kopalnie węgla

Jednym ze wspomnianych wyżej konserwatystów jest premier Australii, Scott Morrison. Znany ze swoich silnie ugruntowanych poglądów denialista klimatyczny – razem z innymi politykami – prowadzi cichą wojnę na wyzwiska. Tymczasem oburzeni mieszkańcy krzywią się ze zniesmaczeniem i podkreślają, że ich wieloletnie postulaty o wdrożenie lepszej polityki klimatycznej nie zostały wzięte pod uwagę wcześniej [18]. Niewątpliwie, jeśli nic w tej kwestii się nie zmieni, podobnych ekstremów jak tegoroczne, będzie coraz więcej.

Tymczasem elity polityczne, uzależnione od dotychczasowego modelu gospodarki, nie garną się do zmian. Węgiel uznawany jest przez wielu za narodowe dobro, które takim ma pozostać niezależnie od światowych zobowiązań co do redukcji emisji gazów cieplarnianych. Nawet więcej – cały czas tworzone są nowe kopalnie węgla. W końcu Australia jest jego największym światowym eksporterem.

Światełko nadziei pośród trującego dymu

Niezależnie od tego kto i jakimi obrzuca się wyzwiskami, pożary w Australii nadal zabijają niezliczone ilości istnień. Dym truje mieszkańców, a miasta odnotowują drastyczny spadek jakości powietrza. Pożary produkują tak dużo spalin, że odczuwalne są one na całym kontynencie, a nawet w Nowej Zelandii. Powietrze nad Canberrą osiągnęło ostatnio poziom najbardziej zanieczyszczonego na świecie [19], a ilość szkodliwych, drobnych cząstek zawieszonych (PM2,5) nad Sydney wynosiła w grudniu 734 mikrogramów na m3 (standard dla Australii to 8), czyli ekwiwalent tego, co produkuje wypalenie 37 papierosów [20]. Zgłoszenia w szpitalach zwiększyły się o 10%.

dym w sydney

Mimo to, tegoroczny sezon pożarowy (bardzo) powoli dobiega końca. Na zachodnim wybrzeżu cyklony już przyniosły ulewne deszcze, które mogą w najbliższej przyszłości dotrzeć także do stref dotkniętych pożarami [21]. Tempera powietrza nieznacznie spadła, a niewielka część wschodniego wybrzeża została ostatnio zroszona drobnymi opadami. Nie pomogły one ugasić pożarów, ale dały nadzieję, że australijski koszmar niedługo się skończy. Miejmy nadzieję, że stanie się to jak najszybciej, a ludzie i inne zwierzęta będą mogły odetchnąć spokojnie nieco czystszym powietrzem.

Źródła:

    Podziel się swoją opinią

    Dodaj Odpowiedź

    EcoReactor
    Logo
    Login/Register access is temporary disabled
    Compare items
    • Total (0)
    Compare
    0